Czyli z przymrużeniem oka o emigracji, rodzinie i przyjaciołach, o poszukiwaniu pracy i o zwariowanym świecie dużej dystrybucji.
Kategorie: Wszystkie | fiksum dyrdum | migawki | papu | superhiper | żaby
RSS
wtorek, 15 marca 2011
Warsaw come back

Parę tygodni temu zaczęłam nową pracę. Znowu w Warszawie, ale o dziwo nie we francuskiej korporacji. I jak to w nowej pracy, są rzeczy, które na dzień dobry mnie szokują…

  1. Do pracy dojeżdżam w dwadzieścia minut – w Warszawie!
  2. Nad wejściem powiewa sztandar Solidarności (jeszcze)…
  3. Informatycy są uprzejmi i szybcy.
  4. Asystentka zarządu jest ekstremalnie uprzejma i kompetentna.
  5. Nie ma open space’u – jest kilkadziesiąt pokoików i siedem pięter.
  6. Mam szybki i wydajny komputer (aczkolwiek informatyk przyznał się, że tylko przez pomyłkę dostałam laptopa z parametrami dla zarządu, a przez przyzwoitość nie chciał mi go już odbierać…)
  7. W pierwszy miesiąc pracy firma wydała na moje szkolenie więcej, niż Francuzi przez pierwsze pięć lat.
  8. Pracuję na stanowisku, o którym nie mam bladego pojęcia a przyzwoicie mi płacą (czekam, kiedy w końcu ktoś się zorientuje).
  9. I to już zupełnie niewiarygodne – bardzo mi się podoba, to co robię!

Parę minusów też by się oczywiście znalazło, ale dziś mam za dobry humor, żeby o nich pisać.

piątek, 23 lipca 2010
Na własne ryzyko

                            Warszawa Praga

legia

                                     Łódź Widzew

widzew

                                           Toruń

trwam

czwartek, 15 lipca 2010
Wycieczka do Turcji

Koleżanka koleżanki jedzie na wakacje do Turcji.

Idzie na dworzec Fabryczny.

Wsiada do autobusu PKS Turek.

Zaraz za nią do autobusu wsiada:

baba w chustce z kobiałką i torbami,

potem druga baba w chustce z kobiałką i torbami,

następnie trzecia baba w chustce z kobiałką i torbami,

a zaraz po niej czwarta baba w chustce z kobiałką i torbami.

Przy piątej koleżanka koleżanki skojarzyła, że to chyba nie ten autobus…

Dodam, że nie była to blondynka :-)

czwartek, 06 maja 2010
Słownik Firmowy

A dzisiaj mała próbka slangu firmowego, czyli mini słowniczek podręczny ludzi ciężko pracujących:

Pierdolot – służbowe 20 letnie cienko-cienko. Czasami działają w nim hamulce, czasami migacz, a czasami wycieraczki...

Kopulodrom – mała kanapa w kąciku palaczy. Ja chodzę palić na taras, nazwa kanapy mnie zniechęciła do bliższych z nią kontaktów.

Sprzątnąć trolla – umyć kubeczki i talerzyki z całego tygodnia.

Pryknąć w oponkę – w zasadzie to znaczy napompować koło pierdolota, ale może znaczyć cokolwiek innego.

Międzyczas – tajemnicze zjawisko, nie występujące w przyrodzie. Nasi przełożeni z uporem maniaka uważają, że jak najbardziej istnieje : „w międzyczasie zrób to i tamto” – To znaczy KIEDY?!

Wolnyczas – jak wyżej.

Włączyć komplikator – kiedy zamiast dwa dodać dwa, robisz tabelę przestawną 20 mega. Komplikator lubi się włączać szczególnie po 17-tej, kiedy szarym komórkom nie pomaga już ani fajka, ani Red-Bull.

Paździoch – brzydki, obciachowy przedmiot, na przykład nasze kalendarze firmowe.

Czocher – fryzura naszej Pani Prezes.

Rentka – comiesięczna wypłata,  bo nie wypada nazwać jej pensją.

Ciąg dalszy nastąpi :-)

piątek, 12 lutego 2010
Językoznastwo

Jadę tramwajem. Przede mną siedzi wygolony młodzieniec z krótkim karkiem. Rozmawia przez komórkę. Jest to osobnik typowy dla swojego gatunku, więc zamiast znaków przestankowych stosuje słowa, powszechnie uważane za obraźliwe.

„Słuchaj, ale numer k...wa, zrobił trolla, że ja p....olę k..wa..." itd., itp. Pan tak się zagadał, że nie zdążył wysiąść – drzwi zamknęły mu się przed nosem. No i zabluźnił. Jak może zabluźnić kark używający wulgaryzmów zamiast przecinka? Nigdy bym nie zgadła, gdybym nie usłyszała na własne uszy.

„O mamusiu!”.

Autentyk – ja bym tego nie wymyśliła...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14